Czy BICOM rzeczywiście leczy alergię
Pytam o BICOM i jego skuteczność działania, bo moja córka jest alergiczką - od czterech lat "walczymy" z jej alergią. Jesteśmy pod stałą opieką alergologa. Testy wykazały alergię miedzy innymi na kurz i roztocza kurzu domowego. Córka często chorowała na zapalenie krtani lub zapalenie oskrzeli ze słyszalnymi świstami. Lekarze wciąż zapisywali pulmicord i berodual do inhalacji. Dziecko jest wciąż na lekach przeciwhistaminowych. Zaczęliśmy zmieniać alergologów ale wciąż było to samo. Dodatkowo zaczęto namawiać nas na odczulanie. Zastanawiam się jednak czy alternatywą do szczepionki nie jest biorezonans magnetyczny BICOM. Pewna pani zaczęła mnie przekonywać do tej metody, jako skutecznej i przede wszystkim bezpiecznej. Zapaliłam się do tego sposobu leczenia. Jednak po pierwszej wizycie mam mieszane uczucia.
Badanie polegało na tym, ze córka trzymała w dłoniach metalowe kule, połączone z aparatem do biorezonansu za pomocą przewodu. Powstaje wtedy zamknięty obieg: lewa dłoń - jedna kula - przewód - aparat - przewód - druga kula - prawa dłoń. Lekarz wkłada do aparatu fiolkę zawierającą konkretny alergen (aktualnie odczulany). Następnie uruchamia urządzenie i na organizm zaczynają działać fale elektromagnetyczne niewyczuwalne dla człowieka. Trwa to od 5 do 15 minut. W trakcie jednego seansu można odczulić się najwyżej na trzy różne alergeny (za jeden płacisz 50 zł w naszym przypadku ale słyszałam, że nawet 100 zł). Ponoć zwykle to już wystarczy, by nadwrażliwość na określoną substancję ustąpiła. Jeśli jesteś uczulona na różne alergeny, zabiegi ich wygaszania przeprowadza się po kolei co kilka dni. Nie wiem ale wygląda mi to na czarną magię i sposób na wyciąganie pieniędzy, ale słyszałam, że ludziom to pomaga. Co sądzicie o tej metodzie leczenia alergii? Czy jest ktoś komu ona wymiernie pomogła? Czy jest to może kwestia wiary?